Po mnie ksiądz Stanisław…



Ksiądz Suchowolec urodzil sie w 1958 roku w Bialymstoku na Wygodzie. Swojego jedynaka rodzice wychowywali na prawdziwego patriote.

- Juz jako mlody chlopak pamietal o zakazanych świetach narodowych. Po cichu wypisywal hasla patriotyczne na murach, ścianach budynków. I od początku ciągnelo go do Kościola. Byl bardzo sumiennym ministrantem. Cokolwiek robil, angazowal sie caly – wspomina ks. Jerzy Sidorowicz, bliski przyjaciel Suchowolca. Obydwaj spotkali sie w seminarium, w którym nauke rozpoczeli w 1977 roku.

Kolega ks. Jerzego

Mlody kaplan poświecil sie calkowicie ludziom i prawdzie. Zaraz po świeceniach pojechal do Su-chowoli, gdzie zaprzyjaLnil sie z ks. Jerzym Popieluszką. Podobnie jak ks. Jerzy postanowil odprawiac msze za Ojczyzne.

- Popieluszko widzial w nim kaplana szczególnego. Do swojej matki pisal: mamo, jak sie coś ze mną stanie, Staszek mnie zastąpi – opowiada ks. Józef Koszewnik, proboszcz parafii św. Anny. – Jedenastego listopada 1984 roku obydwaj mieli koncelebrowac msze za Ojczyzne. Niestety, trzy tygodnie wcześniej ks. Jerzy zostal zamordowany – dodaje.

Wiedzial o donosicielach

Dwa lata póLniej ks. Stanislaw zostal przeniesiony do parafii Niepokalanego Serca Maryi w Dojlidach. Wokól kaplana zaczela gromadzic sie podlaska opozycja.

- On mocno ją cementowal. Ludzie najpierw przychodzili na msze, potem prywatnie spotykali sie z nim na plebanii. Choc mial tylko 30 lat, byl dla nich duchowym ojcem. Nic dziwnego, ze komuniści zaliczyli Suchowolca do grona swoich wrogów. Treśc wyglaszanych homilii, msze rocznicowe nie wszystkim sie podobaly. Bylem wtedy jego wikariuszem i nieraz mu sugerowalem, ze nie wszyscy z najblizszego otoczenia zaslugują na zaufanie. On o tym wiedzial, ale sie nie bal. Ciągle powtarzal, ze zycie i kaplanstwo ma jedno i musi je dobrze przezyc – opowiada ks. Koszewnik.

Zamordowany

- Zawsze widzial w drugim czlowieku dobro. Nigdy nie mial pieniedzy, nawet na papierosy, bo ciągle komuś pomagal. Jak chodzil po koledzie, to co dostal w jednym domu, oddal w drugim. A jak mialem nie dac? – pytal. – Pijany ojciec, gromadka dzieci – wspomina Jan Suchowierski.

Styczniową nocą wspóllokatorów plebanii obudzil swąd spalenizny. Przerazeni wywazyli drzwi do pokoju ks. Suchowolca i znaleLli go na podlodze, obok lózka, z glową polozoną po przeciwnej stronie niz poduszka.

- Kiedy rano przyjechalem na plebanie, Staszek lezal juz w kuchni w osmolonej pizamie. Wersja oficjalna: ogien zaprószyla farelka, ksiądz udusil sie tlenkiem wegla – podaje ks. Jerzy Sidorowicz. – Ale w podlodze byla wypalona dziura w innym miejscu niz stala farelka. Wszystko w pokoju bylo oblane specyficznym plynem, który podnosil temperature do 1000 stopni Celsjusza – wspomina.

Niewyjaśniona zbrodnia

Na ciele zmarlego, na górnej cześci klatki piersiowej, stwierdzono krwawe wylewy, powstale na skutek uderzenia.- Kiedy kilka lat póLniej wznowiono śledztwo, mówiono juz glośno o udziale osób trzecich – dodaje ks. Sidorowicz.

Śledztwo w sprawie śmierci ksiedza prowadzą teraz prokuratorzy z warszawskiego oddzialu IPN. – Analizują materialy z róznych instytucji, które wcześniej zajmowaly sie sprawą ksiedza. Trudno powiedziec, kiedy śledztwo zostanie zakonczone i czy komukolwiek zostaną postawione zarzuty mówi Andrzej Arseniuk, rzecznik IPN w Warszawie.

Autor artykułu: Marta Gawina

Comments are closed.